Alicja Rubczak

tylko teatr, nie tylko dla dzieci

MiędzynarodowyFestiwalSztukiLalkarskiej też dla dzieci 16/05/2010

Już w przyszłą środę startuje najważniejszy festiwal lalkowy w Polsce!!! Teatr Lalek Banialuka im. Jerzego Zitzmana zaprasza do Bielska-Białej na kilkadziesiąt spektakli granych przez teatry z całego świata!!! Również tak egzotyczne jak z Hongkongu i Izraela, czyli historyczny teatr cieni oraz genialna szkoła lalkarstwa!

Dla dzieci m.in. świetny spektakl czeskiego Teatru Minor „Z Księgi Dżungli”;  znakomite, odwiedzające wszystkie polskie festiwale – „Kino Palace” ze stołecznego Teatru Lalka, o którym już nieraz mieliście okazję czytać na moim blogu; zabawne i intrygujące warsztatowo „Rękodzieło artystyczne” Teatru Figur Kraków; ciesząca się ogromną popularnością słowacka „Calineczka”; czy nieznana mi jeszcze „Cuttlas, anatomia kowboja” z Hiszpanii.

Będzie z pewnością ciekawie, różnorodnie, we wspaniałej atmosferze, która nigdzie nie jest tak niezwykła jak właśnie na tym festiwalu! Jeśli już znajdziecie się w Bielsku, koniecznie musicie poszwędać się po tajemniczych uliczkach tego miasta, odszukać Muzeum Literatury (gwarantuję niezapomnianie, wręcz magiczne przeżycia), wypić herbatę z konfiturą różaną w którejś z uroczych kawiarni na Starym Rynku (nie zrażajcie się okropnymi fontannami!!), no i wyruszcie w góry!!!

Program festiwalu i wszystkie ważne informacje na jego temat znajdziecie tutaj.

Rzućcie okiem również na rozmowę z Panią Dyrektor – Lucyną Kozień. A w zakładce FILMY premiera świeżutkiego trailera zapowiadającego to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie!!!

Reklamy
 

Małe Warszawskie Spotkania Teatralne 02/04/2010

Trzydziesty jubileusz Warszawskich Spotkań Teatralnych świętowany jest w dosyć nieoczywisty sposób. Po raz pierwszy w programie festiwalu pojawią się przedstawienia dla dzieci i młodzieży. Małe Warszawskie Spotkania Teatralne to propozycja dla młodych widzów w wieku od kilku miesięcy do kilkunastu lat. Również dorośli nie będą zawiedzeni tą propozycją repertuarową, bo polski teatr dla dzieci nie jest artystycznym wyrzutkiem. O to przede wszystkim chodzi w tworzeniu tego nurtu festiwalowego – żeby nie spychać sztuki dla dzieci poza margines traktowanej poważnie praktyki artystycznej.

W ramach MWST pokazanych zostanie siedem spektakli różnorodnych formalnie, niekiedy naprawdę odważnych, dotykających rozmaitych problemów, również tych, które w teatrze dla dzieci pojawiają się nieczęsto. Kryterium doboru przedstawień było niebanalne budowanie relacji pomiędzy sceną a widownią, ciekawa forma artystyczna, chęć podejmowania dyskusji na ważne tematy, niepozostawanie obojętnym na problemy i wyzwania współczesności. „Dzień dobry, świnko” w reżyserii Ireneusza Maciejewskiego z Baja Pomorskiego w Toruniu to jeden z nielicznych polskich spektakli dla dzieci nienachalnie i mądrze dotykający tematyki gender. Barwna, rozegrana w technice lalek muppetowych opowieść o niełatwych i nieoczywistych relacjach międzyludzkich, przedstawiona jest w zabawny, choć niebanalny sposób. Z niezwykłym wyczuciem podchodzą do swoich widzów również twórcy „Jest królik na księżycu”, zrealizowanego przy współpracy Białostockiego Teatru Lalek i Vélo Théâtre – Apt z Francji. Spektakl staje się oniryczną podróżą do świata nocy, w którym oswajane są strachy – nie tylko te dziecięce – i, jak w rzadko którym przedstawieniu w tak niezwykły sposób realizowana jest katartyczna funkcja teatru. Oba przedstawienia przygotowane zostały z myślą o widzach nawet w wieku przedszkolnym.

Na Spotkaniach nie zabraknie także prezentacji wpisującej się w rozwijany od kilku lat w Polsce nurt teatru dla najnajmlodszych – dzieci od kilku miesięcy do trzech lat. Bardzo młoda grupa absolwentek białostockiego Wydziału Lalkarstwa, tworząca Teatr Poddańczy zaprezentuje spektakl „W szufladzie”, który z niezwykłą lekkością, stawiając na doznania sensoryczne i bliskie spotkanie widzów i aktorów, wprowadza dzieci do świata opowieści o czterech żywiołach. Na przeciwległym biegunie myślenia o widzach i scenie sytuuje się przedstawienie w reżyserii wybitnego twórcy teatru formy – François Lazaro, który w Teatrze Lalek „Banialuka” zrealizował spektakl dla młodzieży i dorosłych – „Król umiera”, o bardzo ciekawej plastycznej formie, nieprzeciętnie dobrze rozpisany na lalki i grę aktorów w planie żywym. Obok tego spektaklu, opartego na tekście wybitnego absurdysty Eugne’a Ionesco, po światową literaturę najwyższej klasy sięgnął także Teatr Figur Kraków tworząc w technice teatru cieni przedstawienie „Zapach słoni po deszczu”, na podstawie „Niewidzialnych miast” Italo Calvino.

Na Małych WST nie zabraknie również klasyki literatury dziecięcej przeczytanej we współczesny sposób – szczecińska „Pleciuga” pokaże wibrującą świetną energią aktorów i żywiołowym brzemieniem reggae i ska „Pippi Pończoszankę” Astrid Lindgren w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Nonkonformizm Pippi, jej niekonwencjonalne pomysły i ogromna inteligencja bardzo ciekawie korespondują z charakterystyką innej bohaterki literatury dziecięcej – Pchły Szachrajki, stworzonej przez Jana Brzechwę. W przedstawieniu w reżyserii Łukasza Gajdzisa z Teatru Polskiego z Bydgoszczy, perypetie wrednej Pchły śmieszą widzów w każdym wieku. Reżyserzy obu spektakli bardzo ciekawie posługują się kodami kultury współczesnej – spektakle Dworakowskiego umiejętnie przemycają anarchizujące myślenie o świecie, natomiast Gajdzis naprawdę mądrze operuje wątkami popkulturowymi.

Na MWST zaprezentują się zarówno teatry repertuarowe, jak i alternatywne, sceny dramatyczne i lalkowe, z dużych i mniejszych miast. Repertuar MWST poszerzony został o rekomendacje warszawskie, czyli najbardziej interesujące spektakle dla młodych widzów grane w teatrach stołecznych. Tutaj również propozycje zarówno dla widzów najnajmłodszych – hit ostatnich sezonów, czyli „Tygryski” Teatru Lalka w reżyserii Agaty Biziuk, jak i dla nastolatków – budząca kontrowersje, choć doceniana przez młodzież i pedagogów „Noc Misia” Sceny Współczesnej Starej Prochoffni, w reżyserii Szymona Turkiewicza, a także propozycje z repertuaru Baja i Guliwera oraz „Alicja. Rozprawa 14/6” Teatru 21.

Obok spektakli, Małe WST tworzą wydarzenia z obszaru teorii i praktyki edukacji teatralnej. Warsztaty dla dzieci i rodziców przygotowane przez psychologów kreatywności – Dominikę i Karolinę Orłowskie, które poprowadzą je wspólnie z artystami związanymi ze sztuką dla dzieci i prezentującymi spektakle na MWST: reżyserem Łukaszem Gajdzisem, aktorami Agatą Butwiłowską i Piotrem Idziakiem oraz dramatopisarką Maliną Prześlugą. Na edukacji teatralnej skupi się również konferencja popularnonaukowa, organizowana pod hasłem: „Nieoczywistości teatru dla dzieci”, gdzie obok pedagogów, psychologów i edukatorów zabiorą głos artyści, m.in. Piotr Cieplak i Ewa Piotrowska.

Festiwalowi towarzyszyć będzie Polish Theatre For Children Showcase – organizowane po raz pierwszy w takiej formie spotkanie kuratorów, dyrektorów teatrów i festiwali oraz dziennikarzy i krytyków teatralnych z całego świata, którzy zaproszeni zostaną na pokazy spektakli i do wzięcia udziału w dyskusjach poświęconych polskiemu teatrowi dla dzieci. Goście wezmą także udział w panelu dotyczącym najnowszych sztuk dla dzieci i młodzieży, odbywającym się w Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, połączonym z pokazem prapremierowego „Najmniejszego balu świata” Maliny Prześlugi, w reżyserii Janusza Ryl-Krystianowskiego, poznańskiego Teatru Animacji.

Małe Warszawskie Spotkania Teatralne to przegląd najciekawszych spektakli minionych sezonów, tworzonych z myślą o młodszej publiczności oraz cykl wydarzeń otwartych na aktywny udział widzów, bez względu na ich wiek. To także okazja do zaprezentowania zagranicznej publiczności, polskiego teatru młodego widza w całej jego różnorodności oraz zaproszenie do dyskusji o twórczości teatralnej dla dzieci, jako ważnym elemencie polskiego teatru w ogóle.

Więcej na www.warszawskie.org !!! Zapraszam serdecznie. Mam przyjemność być kuratorem tego festiwalu.

 

Kon-Teksty dla Dzieci 23/11/2009

W sobotę skończył się 4. Międzynarodowy Festiwal Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży Kon-Teksty 2009. Przez sześć kolejnych dni (od 16. do 21. listopada) nie tylko dzieci, ale również dorośli i młodzież zapraszani byli do Teatru Animacji na spektakle, oparte – w założeniu organizatorów – na nowych tekstach, nie tylko dramaturgicznych. Ponieważ najbardziej interesuje mnie widz dziecięcy, pozwolę sobie przemilczeć spektakle kierowane do widzów dorosłych (zarówno tych, którzy czują się już dorośli, czyli młodzież, jak i tych, których dorosłość przypieczętowana jest wiekiem).
Ponieważ festiwal koncentruje się na sztukach współczesnych, warto popatrzeć na niego przez pryzmat tekstów właśnie.


NOWE SZTUKI DLA DZIECI NA SCENIE

Jeśli chodzi o dramaty pisane z myślą o małych widzach w konkursie znalazło się ich naprawdę niewiele. Nie zabrakło jednak ciekawych propozycji dwóch najbardziej rozchwytywanych autorek teatralnych dla dzieci w Polsce – Marty Guśniowskiej i Liliany Bardijewskiej. Festiwal otwierał spektakl „Koronki i kordonki” w wykonaniu Miejskiego Teatru Lalek z Burgas w Bułgarii, przenoszący na scenę tekst Bardijewskiej niewystawiany jeszcze w Polsce. Ciekawa, bardzo dynamiczna opowieść o walce Północy z Południem – świata koronek i bieli, ze światem kolorowych włóczek przedstawiona została w tradycyjny sposób, z aktorami animującymi lalki w oknie parawanowej sceny, a niekiedy grającymi w żywym planie, przed parawanem. Wielkim atutem przedstawienia jest piękna scenografia, utkana z ujętych w tekście materii, wykonana z niezwykłą dbałością o szczegół. Sam tekst natomiast dotyka ogromnie ważnego i wcale nie tak oczywistego w teatrze dla dzieci problemu Innego. Strachu przed odmiennością, niechęci na poznawanie tego, co wydaje się tak bardzo nam odległe. Walka zwaśnionych krain oraz miłość ponad podziałami przypomina „Romea i Julię”, nie kończy się jednak tragedią. Mądrość i chęć spotkania bieli z barwnością biorą górę. Z pozoru prosta historia, ma jednak wiele barw i odcieni, pokazuje bardzo dynamicznych bohaterów, porusza ważne i ważkie zagadnienia. To dziwne, że tak nietypowa dla teatru dziecięcego sztuka, nie została w ogóle zauważona przez jury. Jeśli festiwal koncentruje się na tekstach dla teatru – przede wszystkim, a przy okazji na wykorzystujących je spektaklach – tak ciekawie utkana historia powinna zostać bardziej doceniona.
Drugim, docenionym tym razem jedynie przez jury młodzieżowe tekstem jest „O mniejszych braciszkach świętego Franciszka” Marty Guśniowskiej, w wykonaniu Opolskiego Teatru Lalki i Aktora. O samym przedstawieniu pisałam już wcześniej w swojej relacji z Opola. Tekst Guśniowskiej to bezpretensjonalna, wolna od moralizatorstwa hagiografia, opowiedziana bardzo współczesnym językiem z ogromnym poczuciem humoru. Nie jest to może najważniejsze dzieło w dorobku autorki, jednak w zbrutalizowanym świecie stanowi ciekawą przeciwwagę dla treści proponowanych młodym ludziom i jest nieprzeintelektualizowaną, radosną, wolną od wciskania Boga na siłę, pogawędką o dobru.


INSCENIZOWANE OPOWIADANIA I OPOWIEŚCI

Również teksty, często nazywane po prostu książeczkami dla dzieci, będące rozmaitej długości formami prozatorskimi, znalazły sporo miejsca na festiwalu. Do najciekawszych, najzabawniejszych i fantastycznie wystawionych należy z pewnością „Wielkomilud” Roalda Dahla – autora znanego większości dzieci z hitu kinowego – „Charlie i fabryka czekolady”. Jego „Wielkomilud” zrobiony ze słowackim temperamentem, pełen gier słownych i zaskakujących zwrotów akcji okazał się prawdziwą perełką festiwalu i został również bardzo doceniony prze jury. Spektakl okazał się być świetną zabawą zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Poprzez wykorzystanie niezliczonej ilości technik teatru lalek – maski, animowane przedmioty, kukiełki, teatr cieni – opowiedziana zostaje przewrotna historia spotkania dobrego Wielkoluda i malutkiej, temperamentnej Sonii. Przyjaźń, dobro, bajkowość i magiczność połączone są z radosną zwyczajnością. Przezabawnie wypada zwłaszcza scena wychwalania czynności puszczania bąków (sic!), która wcale nie okazuje się być pochwałą dla braku wychowania lecz pochwałą swobody, szczerości i odchodzenia od zbędnych tabu.
Niezwykle wesoły i rozegrany przy zastosowaniu rozmaitych technik jest także spektakl „Wschód i zachód Słonia” Teatru Baj Pomorski z Toruniu, na podstawie tekstu Joanny K. Teski. Ireneusz Maciejewski – reżyser spektaklu – przeniósł na scenę barwną historię Słoniczki, która w chwilach radości wznosi się ku górze, a gdy jest smutna zapada w piaski pustyni. Ogromną zaletą spektaklu jest przede wszystkim żywiołowe aktorstwo (Anna K. Chudek, Dominika Miękus, Mariusz Wójtowicz), milutka jest także przytulankowowełniana scenografia Dariusza Panasa, a niezłym kopem energetycznym okazuje się być muzyka Bartłomieja Orłowskiego w wykonaniu zespołu Doktor Fiszer. Spektakl ginął jednak na dużej scenie, chwilami okazywał się nieczytelny i zbyt daleki małym (w tym przypadku przedszkolnym) widzom. Teatr – zwłaszcza ten dla dzieci poniżej 6 roku życia – musi być bliskim spotkaniem, a nie tylko oglądaniem, nawet tych najbardziej kolorowych i żywiołowych – obrazów.
O wiele mniej zwariowany i buchający kolorami był spektakl „Jeż” gospodarzy, w reżyserii Janusza Ryl-Krystianowskiego, oparty na opowiadaniu Katarzyny Kotowskiej (o spektaklu pisałam już tutaj). Piękna artystycznie forma, nawiązująca do malarstwa Durrera, powściągliwa gra, stonowane kolory – wszystko to przygniata trochę tekst Kotowskiej o oswajaniu adoptowanego dziecka, jego uczeniu się świata i ludzi. Bardzo ważne jest jednak samo podjęcie tego bardzo trudnego tematu i sięgnięcie po tekst, który ujmuje problem poprzez niezwykle ciekawą metaforę.


KLASYKA CZYTANA NA NOWO

Multimedialny „Sklep z zabawkami” Teatru Lalek „Banialuka” z Bielska-Białej (kilka słów w mojej relacji z Opola).
był na festiwalu propozycją jedyną w swoim rodzaju. Spektakl stanowi nowe odczytanie klasycznego tekstu Alexandru Popescu. Opowiada o zamknięciu dwójki dzieci w wirtualnym świecie, zatraceniu się w nim jednej z bohaterek, zagrożeniach związanych z niechęcią powrotu do „relu”, jednocześnie nie traci ważnego przesłania dotyczącego przyjaźni i zaufania. Sam pomysł inscenizacyjny wydaje się bardzo ciekawy – animacje komputerowe, multimedialna scenografia, mangowe ucharakteryzowanie postaci, estetyka gier komputerowych; realizacja pozostawia jednak sporo do życzenia. Wizualizacje odstraszają swoją estetyką, wydają się przestarzałe i nieprzystające do wirtualnego świata, po którym świetnie poruszają się współcześnie mali widzowie. Ważne jest jednak podjęcie tego tematu i uzasadniona, choć nieudolna próba wprowadzenia multimediów do spektaklu. To bardzo ważny spektakl, który przeciera nieodwiedzane zbyt często w wartościowy sposób szlaki teatru dla dzieci.


BEZ SŁÓW

Do ostatniej kategorii zaliczam dwa przedstawienia – świetne warsztatowo, dynamiczne i pełne energii „Rękodzieło artystyczne” Teatru Figur Kraków (pisałam o nim tu) oraz rozegrane w technice teatru cieni „Białe opowieści” Teatru Lele z Wilna.
„Rękodzieło” to teatr dłoni, w którym nie pada żadne słowo, w samej fabule jest również raczej zbiorem swobodnie dobranych historii, niż spójnym opowiadaniem. Mimo wszystko, nie wypełniając raczej założeń wykorzystywania nowych tekstów w teatrze, jest bombą energetyczną, wyrazem ogromnych pasji i ciekawych poszukiwań formalnych. Organizatorzy festiwal celowo skontrastowali to przedstawienie – oparte na możliwościach ekspresyjnych dłoni – ze spektaklem, w którym wirtualny świat to nie tylko sposób na rozwiązania sceniczne, ale również główny temat.
(„Sklep z zabawkami” w reżyserii Ewy Piotrowskiej pokazywany był tego samego dnia).
„Białe opowieści” to po prostu uroczy i pełen ciepła (choć zimowy) spektakl, podobnie jak „Rękodzieło” – niezwykle ciekawy warsztatowo. Ma w sobie ogromną magię, cieszy obrazami i poetyckością snutych opowieści.

Tegoroczne Kon-Teksty to z pewnością interesująca propozycja bardzo różnorodnych – zarówno formalnie, jak i treściowo – spektakli, to również świetne pokazy spektakli egzaminacyjnych Wrocławskiego i Białostockiego Wydziału Lalkarstwa. Nie zabrakło na festiwalu – co od lat jest jego wielkim atutem – czasu, miejsca i pomysłów na dyskusje problematyzujące w ciekawy sposób oglądane przedstawienia.
Mimo wszystko brakuje jednak poczucia zrealizowania się idei festiwalu – poszukiwania nowych sztuk na obszarze teatru dla dzieci i młodzieży. W tym roku nie znalazł się żaden tekst, który zawróciłby w jurorskich głowach do tego stopnia, jak dwa lata temu zrobił to „W beczce chowany” Roberta Jarosza. Czy nie ma zatem dobrych, nowatorskich, niesztampowych sztuk dla dzieci, które pociągałby za sobą intrygujące inscenizacje? Ja wiem, że są, ale niestety w Poznaniu trochę ich zabrakło.

 

Ręka w rękę 28/08/2009

W rozmowie z Moniką Kwaśniewską, Filip Budweil, reżyser „Rękodzieła artystycznego”najnowszego spektaklu Teatru Figur Kraków – powiedział: „Teatr powinien być bowiem przede wszystkim intrygujący, prowokujący, współczesny i dowcipny.” Postanowiłam sprawdzić ten jego przepis na teatr i muszę przyznać, że „Rękodzieło” przekonało mnie, że jest to receptura trafiona i świetnie realizowana.

Technika teatru dłoni nie jest jeszcze w Polsce popularna, w repertuarach większości teatrów lalkowych nie znajdziemy spektakli przygotowywanych właśnie w ten sposób. Jest to jednak forma, która otwiera niezwykle ciekawe przestrzenie dla teatru oraz daje bardzo interesujące możliwości wyrazu. W „Rękodziele artystycznym” zostały zaprezentowane różnorodne konwencje, w które może wpisywać się teatr dłoni. Przedstawienie nie prezentuje bowiem poprowadzonej od początku do końca historii, lecz jest cyklem swobodnie zestawionych ze sobą scen, które łączy głównie forma a nie treść.

W spektaklu zachwyca iluzyjność kolejnych sekwencji. Zabrzmi jak banał, ale obrazy wyczarowywane przez dłonie aktorów są momentami aż niewiarygodne. Zespół zadbał o to, żeby nie burzyć tej iluzji przez cały spektakl, nawet sceny-łączniki, w których występują pełnoplanowe postaci, budują specyficzną aurę odrealnienia. Zaczyna się od dźwięku, który wyznacza rytm całego spektaklu – tupot nóg, jakby maszerowało wojsko i nagle parawan, który stał z tylu sceny jest już na jej przedzie. Całość przeprowadzona szybko i sprawnie, jakby ruch przedmiotu w przestrzeni. Wyjaśnienia wymaga sama konstrukcja wspomnianego parawanu – czarny, zbudowany na harmonijkowym stelażu, składa się z kilkunastu kwadratowych ogienek z wyciętymi prawie że niewidocznymi podłużnymi otworami, przez które swobodnie można wyciągnąć dłoń, jak się później okaże każde z tych okienek można odsłonić, odczepiając materiał przyklejony do ramy na rzepy, daje to duże możliwości plastyczne, ale stwarza również dodatkowe wrażenia dźwiękowe.

Pierwsza scena to prezentacja aktorów – dziesięciu dłoni dynamicznie przemieszczających się symetrycznymi ruchami w przestrzeni parawanu. Rytm jeszcze trochę rozchwiany, ale już po chwili wszystko zaczyna się doskonale zgrywać. Czystość tej formy okazuje się wręcz hipnotyzująca. Nagle zerwanie rytmu, przez niewielkie okienka zaczynają przeciskać się postaci pełnoplanowe. Można nazwać je komandosami, mają na sobie czarne kominiarki, workowate kombinezony, oficerki, są jakby bezpłciowe, od ich czerni wyraźnie odcinają się dłonie w białych, ściśle przylegających do ciała rękawiczkach sięgających aż za łokcie. Gdy sekwencje tworzone dłońmi prezentowane są przed parawanem, czarne postaci stają się tłem dla tworzonych białych figur, choć tak naprawdę to one napędzają całość, głównymi bohaterami są oczywiście ręce. Kilka obrazów utkwiło mi doskonale w pamięci i to nie tylko za sprawą ich wizualnej wartości, ale również poprzez emocje, które wlewane są w każdą kolejną sekwencję. „Rękodzieło artystyczne” nie jest bowiem tylko zbiorem zimnych obrazów, ma świetnie poprowadzoną dramaturgię i buduje ciekawą amplitudę uczuć.

Pamiętam doskonale scenę walki psa z kotem rozgrywającą się przed parawanem, na stole-scenie, którego rozkładanie jest dobrze rytmicznie i dźwiękowo wkomponowane w całość spektaklu. Figury zwierząt tworzone są prze dłonie kilku aktorów, od razu widać jak ogromnego zgania i sprawności wymaga wprawianie w ruch każdej ręcznie tworzonej postaci. Utkwiła mi w pamięci również scena rodzinnej jazdy samochodem – w parawanie odsłoniętych zostało kilka kwadratowych przestrzeni, tak że widz mógł dostrzec fragmenty tułowia, nogi i oczywiście ręce aktorów. Ta niezwykle zabawna scena współtworzona była przez dźwięki imitujące odgłosy samochodu. Muzyka, a może raczej – przestrzeń dźwiękowa tego spektaklu, której autorem jest Paweł Steczkowski, uzupełnia obrazy, niekiedy staje się ich interpretacją, ale nie stanowi jedynego tła dźwiękowego przedstawienia. Muzykę budują również parsknięcia, mruknięcia, oddechy, wszelkie zrytmizowane i celowo wzmocnione dźwiękowo ruchy aktorów. Tak jest chociażby w scenie z ptakami, w której rozbawiło mnie doskonale naśladowane przez aktorów gruchanie gołębi. To naprawdę duży atut przedstawienia opartego na formie, że potrafi doprowadzić widza do kilku wybuchów śmiechu. Ostatnią sceną, która mocno wyryła się w mojej pamięci jest sekwencja w morzu. Pokazany został statek, z którego nurkują ludzie, ale również cała przebogatość morskiej głębiny. Gesty dłoni są tu spowolnione, płynne, oddają ruch ciał i roślin w wodzie.

Wszystkie składające się na spektakl sekwencje różnicowane są pod względem dynamiki i stylu gry, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie kiedy myślimy o tym, że ów styl gry prezentują ręce aktorów. Jednakże tak właśnie jest, ruchy bywają raz ostre i cięte, kiedy indziej delikatne, płynne, można by mnożyć te określenia, bowiem skala wyrazu dłoni jest naprawdę ogromna. Język gestów nie jest bowiem wcale prosty, ale bardzo sugestywny. Ocena tego spektaklu jest o tyle jednak trudna, że teatr dłoni znam jedynie z opisów, „Rękodzieło artystyczne” było pierwszym przedstawieniem tworzonym w tej technice, który miałam okazję obejrzeć na żywo. Wiem jednak, że niezwykłość i iluzyjność scenicznego świata naprawdę mnie wciągnęła. Uważam, że korzystanie z form teatru nierozpowszechnionych w Polsce, jest ogromnym autem działań Teatru Figur Kraków.

 

 
%d blogerów lubi to: