Alicja Rubczak

tylko teatr, nie tylko dla dzieci

Małe Warszawskie Spotkania Teatralne 02/04/2010

Trzydziesty jubileusz Warszawskich Spotkań Teatralnych świętowany jest w dosyć nieoczywisty sposób. Po raz pierwszy w programie festiwalu pojawią się przedstawienia dla dzieci i młodzieży. Małe Warszawskie Spotkania Teatralne to propozycja dla młodych widzów w wieku od kilku miesięcy do kilkunastu lat. Również dorośli nie będą zawiedzeni tą propozycją repertuarową, bo polski teatr dla dzieci nie jest artystycznym wyrzutkiem. O to przede wszystkim chodzi w tworzeniu tego nurtu festiwalowego – żeby nie spychać sztuki dla dzieci poza margines traktowanej poważnie praktyki artystycznej.

W ramach MWST pokazanych zostanie siedem spektakli różnorodnych formalnie, niekiedy naprawdę odważnych, dotykających rozmaitych problemów, również tych, które w teatrze dla dzieci pojawiają się nieczęsto. Kryterium doboru przedstawień było niebanalne budowanie relacji pomiędzy sceną a widownią, ciekawa forma artystyczna, chęć podejmowania dyskusji na ważne tematy, niepozostawanie obojętnym na problemy i wyzwania współczesności. „Dzień dobry, świnko” w reżyserii Ireneusza Maciejewskiego z Baja Pomorskiego w Toruniu to jeden z nielicznych polskich spektakli dla dzieci nienachalnie i mądrze dotykający tematyki gender. Barwna, rozegrana w technice lalek muppetowych opowieść o niełatwych i nieoczywistych relacjach międzyludzkich, przedstawiona jest w zabawny, choć niebanalny sposób. Z niezwykłym wyczuciem podchodzą do swoich widzów również twórcy „Jest królik na księżycu”, zrealizowanego przy współpracy Białostockiego Teatru Lalek i Vélo Théâtre – Apt z Francji. Spektakl staje się oniryczną podróżą do świata nocy, w którym oswajane są strachy – nie tylko te dziecięce – i, jak w rzadko którym przedstawieniu w tak niezwykły sposób realizowana jest katartyczna funkcja teatru. Oba przedstawienia przygotowane zostały z myślą o widzach nawet w wieku przedszkolnym.

Na Spotkaniach nie zabraknie także prezentacji wpisującej się w rozwijany od kilku lat w Polsce nurt teatru dla najnajmlodszych – dzieci od kilku miesięcy do trzech lat. Bardzo młoda grupa absolwentek białostockiego Wydziału Lalkarstwa, tworząca Teatr Poddańczy zaprezentuje spektakl „W szufladzie”, który z niezwykłą lekkością, stawiając na doznania sensoryczne i bliskie spotkanie widzów i aktorów, wprowadza dzieci do świata opowieści o czterech żywiołach. Na przeciwległym biegunie myślenia o widzach i scenie sytuuje się przedstawienie w reżyserii wybitnego twórcy teatru formy – François Lazaro, który w Teatrze Lalek „Banialuka” zrealizował spektakl dla młodzieży i dorosłych – „Król umiera”, o bardzo ciekawej plastycznej formie, nieprzeciętnie dobrze rozpisany na lalki i grę aktorów w planie żywym. Obok tego spektaklu, opartego na tekście wybitnego absurdysty Eugne’a Ionesco, po światową literaturę najwyższej klasy sięgnął także Teatr Figur Kraków tworząc w technice teatru cieni przedstawienie „Zapach słoni po deszczu”, na podstawie „Niewidzialnych miast” Italo Calvino.

Na Małych WST nie zabraknie również klasyki literatury dziecięcej przeczytanej we współczesny sposób – szczecińska „Pleciuga” pokaże wibrującą świetną energią aktorów i żywiołowym brzemieniem reggae i ska „Pippi Pończoszankę” Astrid Lindgren w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Nonkonformizm Pippi, jej niekonwencjonalne pomysły i ogromna inteligencja bardzo ciekawie korespondują z charakterystyką innej bohaterki literatury dziecięcej – Pchły Szachrajki, stworzonej przez Jana Brzechwę. W przedstawieniu w reżyserii Łukasza Gajdzisa z Teatru Polskiego z Bydgoszczy, perypetie wrednej Pchły śmieszą widzów w każdym wieku. Reżyserzy obu spektakli bardzo ciekawie posługują się kodami kultury współczesnej – spektakle Dworakowskiego umiejętnie przemycają anarchizujące myślenie o świecie, natomiast Gajdzis naprawdę mądrze operuje wątkami popkulturowymi.

Na MWST zaprezentują się zarówno teatry repertuarowe, jak i alternatywne, sceny dramatyczne i lalkowe, z dużych i mniejszych miast. Repertuar MWST poszerzony został o rekomendacje warszawskie, czyli najbardziej interesujące spektakle dla młodych widzów grane w teatrach stołecznych. Tutaj również propozycje zarówno dla widzów najnajmłodszych – hit ostatnich sezonów, czyli „Tygryski” Teatru Lalka w reżyserii Agaty Biziuk, jak i dla nastolatków – budząca kontrowersje, choć doceniana przez młodzież i pedagogów „Noc Misia” Sceny Współczesnej Starej Prochoffni, w reżyserii Szymona Turkiewicza, a także propozycje z repertuaru Baja i Guliwera oraz „Alicja. Rozprawa 14/6” Teatru 21.

Obok spektakli, Małe WST tworzą wydarzenia z obszaru teorii i praktyki edukacji teatralnej. Warsztaty dla dzieci i rodziców przygotowane przez psychologów kreatywności – Dominikę i Karolinę Orłowskie, które poprowadzą je wspólnie z artystami związanymi ze sztuką dla dzieci i prezentującymi spektakle na MWST: reżyserem Łukaszem Gajdzisem, aktorami Agatą Butwiłowską i Piotrem Idziakiem oraz dramatopisarką Maliną Prześlugą. Na edukacji teatralnej skupi się również konferencja popularnonaukowa, organizowana pod hasłem: „Nieoczywistości teatru dla dzieci”, gdzie obok pedagogów, psychologów i edukatorów zabiorą głos artyści, m.in. Piotr Cieplak i Ewa Piotrowska.

Festiwalowi towarzyszyć będzie Polish Theatre For Children Showcase – organizowane po raz pierwszy w takiej formie spotkanie kuratorów, dyrektorów teatrów i festiwali oraz dziennikarzy i krytyków teatralnych z całego świata, którzy zaproszeni zostaną na pokazy spektakli i do wzięcia udziału w dyskusjach poświęconych polskiemu teatrowi dla dzieci. Goście wezmą także udział w panelu dotyczącym najnowszych sztuk dla dzieci i młodzieży, odbywającym się w Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, połączonym z pokazem prapremierowego „Najmniejszego balu świata” Maliny Prześlugi, w reżyserii Janusza Ryl-Krystianowskiego, poznańskiego Teatru Animacji.

Małe Warszawskie Spotkania Teatralne to przegląd najciekawszych spektakli minionych sezonów, tworzonych z myślą o młodszej publiczności oraz cykl wydarzeń otwartych na aktywny udział widzów, bez względu na ich wiek. To także okazja do zaprezentowania zagranicznej publiczności, polskiego teatru młodego widza w całej jego różnorodności oraz zaproszenie do dyskusji o twórczości teatralnej dla dzieci, jako ważnym elemencie polskiego teatru w ogóle.

Więcej na www.warszawskie.org !!! Zapraszam serdecznie. Mam przyjemność być kuratorem tego festiwalu.

Reklamy
 

Spektaklowe Ferie 27/01/2010

Ostatecznie dotarłam tylko na „Malutką Czarownicę”, przysypana nie tylko śniegiem, ale i obowiązkami zawodowymi, zaprowadziłam moją siostrzenicę na „Pinokia”, a sama zniknęłam w odmętach zamkowych komnat (dla niepoznańczyków – Teatr Animacji mieści się w Centrum Kultury Zamek) kombinować, wymyślać, działać w sprawie kolejnych projektów teatralnych dla dzieci.

Wracając jednak do spektakli. Nie ukrywam, że trochę zawiodłam się tą „Malutką Czarownicą”. Sporo sobie obiecywałam – bo i reżyser bardzo dobry i w tytułowej roli nowa aktorka tuż po szkole białostockiej (Marta Wesołowska) i tekst niczego sobie, o młodej rezolutnej dziewczynce, która uczy się jak to jest czynić dobro. Inscenizacyjnie wszystko jakoś tak mi nie leży. Scenografia Jacka Zagajewskiego jest zbyt umowna i prosta i tak bardzo bardzo mało artystyczna. Po prostu sześcienny, obrotowy szkielet, w którym zmieniają się płachty tylnej ściany umownie zaznaczając pewną przestrzeń. Muzyka również nie porywa (Robert Łuczak). Piosenki są przyzwoicie skomponowane i zaśpiewane, bo zespół jest dobrze przygotowany wokalnie, ale za serce to wszystko nie chwyta. Tradycyjnie w teatrze dla dzieci śpiewanie dynamizuje akcję, stanowi jej uzupełnienie i barwny przerywnik… ale czasem ta zasada wręcz męczy i wydaje się bardzo siłowa, tutaj okazuje się jednak dosyć obojętna, piosenki po prostu są i ani nie wwiercają się w głowę swoją urodą ani też nie sprawiają, że wlekący się trochę spektakl rusza z kopyta.

Aktorstwo jest poprawne – naprawdę świetnie wypadają Marcin Ryl-Krystianowski i Artur Romański wcielający się w liczne epizodyczne role. Zapamiętałam najbardziej ich zadziornych chłopaczków.  Marek R. Cyris jako Kruk przyciąga uwagę swoją wyrazistością, ciekawym rysem postaci, umiejętnością wlania w nią sporej dozy mądrości. Jednak tytułowa rola wydaje się zbyt nijaka, bo sama Malutka Czarownica nie jest zbyt charakterna, lecz tak strasznie szablonowa w swoim czynieniu dobra, a aktorka nie przyciąga widza swoją osobowością, energią, chęcią poszukiwania rozwiązań scenicznych, zadziornością – czego można, a raczej chciałoby się spodziewać po świeżo upieczonej adeptce lalkarstwa. Najbardziej w spektaklu razi jednaj nachalny dydaktyzm, którego w takim wymiarze nigdy nie spotkałam w spektaklach Ryl-Krystianowskiego. Raził nie tylko mnie, ale również moją siostrzenicę i jej koleżankę, które poza ogólnym wrażeniem, że było „takie sobie” i trochę nudne i zbyt monotonne, stwierdziły, że na siłę mówi się tu o dobru, byciu miłym i sprzeciwianiu się złu. Pobrzmiewa w uszach: trzeba dobrym być i tyle. Trochę brak tu subtelności, choć całość jest całkiem sensownie posklejana… Jednak podobnie jak moje towarzyszki stwierdzę, że było tak sobie i trochę nudno.

[materiały teatru, źródło]

Na ich opinii oprę swoich kilka słów dotyczących „Pinokia”. Ogromnie żałuję, że nie mogłam obejrzeć tego przedstawienia, bo jestem bardzo ciekawa jak zmieniło się ono od listopadowej premiery.

Spektakl bardzo bardzo im się podobał. Dziewczyny były zachwycone przede wszystkim aktorstwem i scenografią (Anna Rozmianiec). Bardzo zaintrygował je zabieg obsadzenia w roli Pinokia – kobiety (Elżbieta Węgrzyn) i jak większość widzów odwiedzających Teatr Animacji były zachwycone jej grą i fenomenalnym głosem. Doceniły też choreografię (Anna Rozmianiec), która spajała ich zdaniem całość w bardzo ciekawy, ruchowy mechanizm, tak jakby aktorzy płynęli od jednej sceny do drugiej. Nasz sprzeciw budziła tylko ryba, w której brzuchu spotkali się Pinokio i Gepetto, bo jakoś tak utkwił nam w głowie wieloryb, a w spektaklu jest rekin, widocznie reżyser czytał uważniej książkę niż my. Oj tego jestem pewna, czuje się w spektaklu, że Tomasz Rozmianiec przestudiował Pinokia pod względem rozmaitych sensów, za co bardzo go cenię.

Warto dodać, że Kinga – moja siostrzenica i Julka – jej przyjaciółka, mają 13 lat, weszły już zatem w ten trudny wiek, gdy niełatwo znaleźć odpowiednie dla ich wieku przedstawienia teatralne, ponieważ jednak bardzo lubią teatr i sporo do niego chodzą, nie miałam obaw, żeby zabrać je na spektakle dla dzieci. Przykład tych dwóch przedstawień pokazał, że dobre produkcje bronią się same. Pinokio jest przygotowany dla młodszej publiczności niż 13-letnia, jednak wartka akcja, bardzo ciekawa plastyka teatralna, interesujące rozwiązania ruchowe – wszystko to sprawia, że nie tylko ja – osoba zaczarowana teatrem dla dzieci, ale również młodzież, bo przecież tak już powinno się mówić o trzynastolatkach, jest bardzo zaciekawiona tym, co dzieje się na scenie.

 

Nowe konteksty 27/08/2009

Międzynarodowy Festiwal Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży KON-TEKSTY III  jest niezwykle istotnym głosem we wciąż aktualnej debacie dotyczącej stanu teatru dla dzieci i młodzieży w Polsce oraz próbą odpowiedzi na pytanie o kondycję dramaturgii najnowszej.  Poznań już od lat traktuje się jako stolicę sztuki dla dzieci i młodzieży. KON-TEKSTY – organizowane przez poznański Teatr Animacji – stają się doskonałą okazją do konfrontacji dokonań artystów zajmujących się pisarstwem scenicznym oraz tworzących teatr dla młodszych odbiorców. Po obejrzeniu dwudziestu jeden spektakli, w tym dwunastu konkursowych można śmiało stwierdzić, że teatr dla dzieci i młodzieży ma się bardzo dobrze, ale czy tak samo jest ze współczesną dramaturgią? Odpowiedź na to pytanie nie jest już tak oczywista.

Prezentowane przedstawienia – w przeważającej mierze lalkowe – przyciągały ciekawymi rozwiązaniami scenograficznymi oraz precyzyjną animacją lalek – tu prym wiódł Litewski Teatr „Lélé”, Teatr Lalek z Brześcia na Białorusi – zatem świetna szkoła animacji ze wschodu Europy – oraz Węgierski Teatr Lalek Vaskakas. Stwarzane sceniczne światy oraz snute historie były naprawdę interesujące, dzięki czemu festiwal stanowił atrakcyjną propozycję dla widzów w każdym wieku.  Próba skupienia się na samych tekstach przynosi jednak mniej pozytywne wnioski. Dramaty nowatorskie, napisane bogatym, ale nie archaicznym językiem (sic!) i głęboko wnikające w świat dziecka, również tego nastoletniego, nie są raczej domeną współczesnego teatru dla dzieci i młodzieży. Co nie oznacza, że festiwal w ostatecznym rozrachunku nie zakończył się sukcesem. Wręcz przeciwnie. Dostrzeżenie tak inteligentnego, głębokiego i niebanalnego tekstu jak „W beczce chowany” Roberta Jarosza, to zjawisko bardzo pozytywne.

Opowieść pełna rytualnych i baśniowych odniesień, okazała się niezwykle współczesna, a swą problematyką wnikająca zarówno w świat dzieci, jak i otwierająca oczy dorosłym. W tytułowej beczce rodzice postanawiają wychować i schować przed złem świata swego syna. Dorastanie w izolacji od problemów, ale i od słońca, czyni z chłopca życiową marionetkę, dla której każdy samodzielny ruch jest prawie niemożliwy. Snuta historia staje się metaforą dojrzewania, organicznie łączonego z wychowaniem. Trudnego czasu, w którym rodzice nadają kształt nieociosanej osobowości dziecka. To opowieść o odpowiedzialności i samodzielności. Ciekawym zabiegiem, który pokazał jak różne ścieżki interpretacyjne może otwierać jeden tekst, było skonfrontowanie dwóch spektakli stworzonych w oparciu o dramat Jarosza. Tego samego dnia festiwalowego „W beczce chowany” prezentowany był przez Teatr Banialuka z Bielska-Białej oraz poznański Teatr Animacji. Pozwoliło to dostrzec, jaki potencjał inscenizacyjny drzemie w tekście. Jak się okazało dramat ten stał się podstawą do stworzenia jednych z najciekawszych spektakli prezentowanych na festiwalu.

Obok przedstawień opartych na tekście Jarosza, swoją treścią i formą wyróżnia się dziełko akademickich kolegów młodego dramaturga. KON-TEKSTY zdominowane zostały zatem przez wybitnych wychowanków białostockiej szkoły. Marcin Bikowski i Marcin Bartnikowski pokazali swoją – docenioną już chociażby w Toruniu – makabreskę „Baldanders”. Mistrzostwo animacji, perfekcyjny warsztat, błyskotliwa kompilacja tekstów (Borges, Topor, Poe), to naprawdę kwintesencja świetnego teatru. Opowieść o rozpadzie tożsamości i obłędnym poszukiwaniu własnego „ja”, problem zniewolenia przez ciało, umysł bądź innych ludzi, wprowadza widza w niezwykle współczesne zagadnienie nowotworów osobowości. Spektakl prezentuje pewne zjawisko rodem z kultury współczesnej, w groteskowy sposób komentuje je, a poprzez śmiech, miejscami gorzki, pozwala oswajać rzeczywistość, nawet tę najdziwniejszą. Takich autorskich przedstawień, opartych na wybitnej literaturze, dopracowanych w każdym szczególe, chciałoby się widzieć w repertuarze dla młodych widzów jak najwięcej.

Wykonaniem i dobrymi tekstami zwraca na siebie uwagę niezwykłe przedsięwzięcie pozakonkursowe, które zaprezentowali gospodarze festiwalu. Aktorzy Teatru Animacji pokazali trzy świetnie napisane, efektowne miniaturki – „Noc poślubną” Ignacego Nikorowicza, „Kto się boi czarnego luda” Larsa Franka oraz „Mini wykłady na tapczanie” Krzysztofa Ćwiklińskiego. Te bardzo zabawne przedstawienia pozwalają, niczym pod mikroskopem, przyjrzeć się pracy aktorów, prawie że jej dotknąć oraz w kameralnej atmosferze poczuć magię obcowania z teatrem. Do programu festiwalu zostały włączone również spektakle młodych twórców zarażonych wirusem zwanym „teatr”. Tomasz Rozmianiec wyreżyserował konkursowy spektakl „Król Dawid” Helmuta Kajzara w wykonaniu studenckiego Teatru Sala nr 13. Ta niezawodowa grupa świetnie poradziła sobie z naprawdę trudnym tekstem i ujęła go w plastyczną, pełną emocjonalności formę. Można narzekać na niedociągnięcia aktorskie czy przydługawość spektaklu, ale z pewnością nie można nie zauważyć dojrzałego, a zarazem pełnego entuzjazmu podejścia do materii teatru. Ciekawy kierunek przybierają również teatralne poszukiwania licealnej grupy Halo Próba, która pod okiem Anny Woźniak stworzyła spektakl „Foremki”. Przedstawienie to nie dziecięca zabawa foremkami, lecz intrygująca gra formą, słowem, pomysłowość, wyobraźnia plastyczna i naprawdę solidny warsztat młodych artystów. Dowód na to, że otwartość organizatorów na teatr nieinstytucjonalny po raz kolejny zaowocowała ciekawymi doświadczeniami.

Ciekawość nowych doświadczeń i otwartość na wielogłosowy dialog stały się również podstawą codziennych dyskusji. Były one okazją do konfrontowania różnorakich stanowisk i optyk patrzenia na teatr dla dzieci i młodzieży oraz stanowiły bardzo ważne dopełnienie festiwalu. Początkowo zagłuszane trochę przez głosy starszych profesjonalistów, w końcowych odsłonach zostały zdominowane przez pokolenia wkraczające w obszar zawodowego zajmowania się teatrem. Idea spotkania ze sobą młodych reżyserów, dramaturgów i scenografów stworzyła nowy kontekst dla festiwalu, jako punktu wyjścia w generowaniu przyszłych zjawisk teatralnych.

 

 
%d blogerów lubi to: