Alicja Rubczak

tylko teatr, nie tylko dla dzieci

małe Warszawskie Spotkania Teatralne 29/03/2011

Niecały tydzień pozostał do inauguracji małych Warszawskich Spotkań Teatralnych, zapraszam bardzo bardzo serdecznie nie tylko rodziców z dziećmi, nie tylko uczniów z opiekunami, ale również wszystkich po prostu zafascynowanych teatrem. Z pewnością nie będziecie zawiedzeni, bo przygotowaliśmy dla Was naprawdę kawał świetnego, profesjonalnego, niebanalnego teatru.

Wciąż jeszcze mamy bilety na świetne spektakle, jak chociażby intrygujący \”Pod-Grzybek\” z Białostockiego Teatru Lalek (wybitny reżyser: Krzysztof Rau, diablo utalentowana dramatopisarka: Marta Guśniowska, magiczny scenograf: Andrzej Dworakowski i szalony kompozytor: Piotr Klimek). Naprawdę warto.

Nie sposób również pominąć świetnej teatralnej rozrywki na najwyższym poziomie. Będzie naprawdę odjazdowo, rockowo, głośno, czyli Piosenki do grania na nosie z Teatru Lalki i Aktora Pinokio z Łodzi, z naprawdę najbardziej punkowym dyrektorem teatru na scenie, czyli Konradem Dworakowskim.

Intrygująco zapowiada się również dawka najnowszej dramaturgii dla młodzieży, w postaci Sceny Czytanej, czytania 3 dramatów wyreżyserowane przez Waldemara Raźniaka, który świetnie sprawdził się na Scenie Czytanej podczas Festiwalu R@port w Gdyni, o której możecie przeczytać m.in. tutaj. Świetni aktorzy, m.in. Anna Seniuk, Wiktor Zborowski i grupa naprawdę utalentowanych młodych gwiazd ze scen stołecznych, zwariowane i wnikające ciekawie w teksty pomysły młodego reżysera, a do tego kawał dobrych dźwięków. To również okazja na spotkanie z autorami, reżyserem i aktorami biorącymi udział w projekcie, którzy zaproszenie zostaną do dyskusji po czytaniach. To także możliwość zaopatrzenia się w „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” wydawane przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu.

To tylko niektóre z ogromy świetnych propozycji festiwalowych. Będzie się działo!

To mój blog, więc mogę też takie mniej oficjalne rzeczy pisać, zatem dziękuję wszystkim, z którymi pracuję przy mWST i WST, a zwłaszcza Agnieszce Szymańskiej (koordynatorce mWST) za wszystko, co udało się dotychczas. Trzymajcie za nas kciuki!

Zerknijcie również do:

tekstu na nowym portalu SUPERFAJNA POLSKA

rozmowy z Justyną Sobczyk nie tylko o warsztatowej i edukacyjnej stronie mWST

tekstu w „Metrze”, który ciekawie pokazuje rozmaite konteksty festiwalu

Polubcie nas na FACEBOOKU i przede wszystkim BAWCIE SIĘ DOBRZE!!!

Reklamy
 

Kopciuszek w kapciuszkach 27/08/2009

„Kopciuszek” – najnowszy spektakl Teatru „Baj Pomorski”, pozwala poczuć się jak w domowych kapciach, w których jest nam miło i wygodnie, ale jakoś tak zwyczajnie. To całkiem przyjemne przedstawienie nie było w stanie mnie niczym zaskoczyć. Oś fabularna znanej wszystkim baśni nie została zmieniona. Kopciuszek jest służącą w domu swej macochy i dwóch sióstr. Z pomocą magii może wybrać się na bal, który król wyprawił dla swego syna, by poszukać mu żony. Wybranką serca księcia zostaje oczywiście Kopciuszek, który o północy umyka z pałacu, pozostawiając na schodach złoty pantofelek. Zakończenie baśni, niezmiennie takie samo – zakochanych łączy na wieki, złych kara, a dobrym zsyła zasłużoną nagrodę.

Ratunkiem dla tej ogranej historii stała się forma przedstawienia. Barwna, poduszkowata scenografia Dariusza Panasa, ukrywa aktorów animujących muppety za parawanem. Ta tradycyjna forma pozwala stworzyć iluzję, która zawsze doskonale wciąga małych widzów do konstruowanego na scenie świata. Sprawnie animowane lalki także ożywiają tę rzeczywistość. Wykorzystanie muppetów sprawia, że całe przedstawienie ma charakter komiczny. Te lalki, będące karykaturami ludzi, ocierają się w swych zachowaniach i wyglądach o absurd, co jest ogromną siłą spektaklu. Wiele jest w przedstawieniu scen burzących logikę akcji, jak chociażby ta, w której Kopciuszek rozmawia z tańczącymi na grządce warzywami. Znakiem rozpoznawczym tercetu Maciejewski (reżyseria), Panas (scenografia), Klimek (muzyka), stały się bowiem sceny, w których w rytm głośnej muzyki przetaczają się przez scenę liczne postaci, często zupełnie odrealnione, jak np. fruwające pęta kiełbasy. Taka jest w Kopciuszku scena balu, na którym obok postaci znanych z tej bajki, pojawia się również Pippi Langstrumpf ze swym koniem na ramionach, Blaszany Drwal, Czerwony Kapturek tańczy w parze z wilkiem, a Kubuś Puchatek z Prosiaczkiem. Wszyscy wirują w rytm jazzującej muzyki, a zatrzymana jakby na chwile akcja, zyskuje nowe znaczenie.

Ciekawym rozwiązaniem, które otwiera przedstawienie na nowe obszary przestrzenne i mentalne, jest wprowadzenie krótkich animacji rzucanych na parawan, za którym ukryci są aktorzy. W ten sposób ukazana została podróż Kopciuszka w dyniowej karocy do królewskiego pałacu, stanowiąca łącznik pomiędzy pierwszym i drugim aktem przedstawienia. Animacje stają się również obrazem marzeń i snów bohaterów. Tym odrealnionym, onirycznym wizjom towarzyszy śpiewny motyw fortepianu z saxofonem, co wprowadza do spektaklu atmosferę wyciszenia, a zarazem buduje sinusoidę dynamiczną całości. Spektakl urozmaica także poruszanie się na dwóch planach: aktorskim i lalkowym. Postać Wróżki – otwierająca przedstawienie oraz dworscy wysłannicy, przełamują nie tylko konwencję teatru lalkowego, ale również przekraczają tradycyjnie wyznaczoną przestrzeń, wchodząc na widownię. Zabieg ten, choć już tak bardzo wyeksploatowany, nieustannie cieszy młodych widzów, aktywizuje ich i podbudowuje napięcie. Jedną z najciekawszych scen przedstawienia jest właśnie ta przekraczająca rampę i plan aktorski. Dwoje wysłanników króla, w ciekawych kostiumach łączących strój dworski, z elementami charakterystycznymi dla postaci commedia dell’arte, poszukuje wśród publiczności osoby, na którą pasowałby zgubiony podczas balu pantofelek. Cała sala aż podskakuje ze śmiechu i emocji.

Dynamiczna muzyka w rytmie funky, komiczne, ciekawie prowadzone muppety, elementy absurdu, częste zmiany rytmu, używanie multimediów – wszystkie te elementy tworzą ciekawy i nietuzinkowy spektakl. Dziełka teatralne wychodzące spod ręki Maciejewskiego, Panasa i Klimka to jedne z najbardziej wartościowych przedstawień powstających w teatrach dla dzieci. Jednak, o ile w przypadku toruńskiego „Dzień dobry, Świnko” czy poznańskiego „Kto wysiedzi to jajo?”, całość okazywała się naprawdę wciągająca, tak przy „Kopciuszku” znane z wcześniejszych spektakli rozwiązania okazały się niewystarczające. Spektakl jest dobry, ale nie rewelacyjny, zbyt obliczalny. Bogactwo środków, nie wydobywa nic nowego ze znanej treści. Może to dowód na to, że jednak warto szukać tekstów nie tak bardzo wyeksploatowanych scenicznie, nowych, w ten sposób również ciekawszych.

Fragment spektaklu znajdziecie tutaj.

 

 
%d blogerów lubi to: